sobota, 21 kwietnia 2012

Część druga : Skrwawione dziecinstwo. *rozdział pierwszy*


Dzienniki to okropne przedmioty. Kiedy zapisuje się w nich niepożądane rzeczy,łatwo go stracić. Wszyscy wtedy próbują położyć na nim swe brudne łapska. Mam jednak nadzieję,że ten dziennik w żadnych niepowołanych rękach się nie znajdzie.

Chciałabym wreszcie przelać na jakikolwiek papier moje dzieciństwo,dzieciństwo splamione krwią mych rodziców. Lepiej jednak,jeżeli tym papierem będzie dziennik,a niżeli pierwsza lepsza kartka,którą ktoś łatwo znajdzie i przeczyta. Gdyby tak się stało,już na zawsze byłby obarczony tym ciężarem,przez który ja czasem czuję się,jak Jezus podczas drogi krzyżowej,z krzyżem na plecach.

Byłam jeszcze małym szkrabem,miałam 3,może 4 lata,a mój brat zaledwie 8. To była pochmurna,lecz nad wyraz spokojna letnia noc. Moi rodzice kazali wtedy mojemu bratu zabrać mnie do siebie do łóżka,a on sam zaproponował,że opowie mi starą legendę,którą zna od dziadka. Oczywiście ja byłam szczęśliwa. Bardzo kochałam brata oraz opowiadanie przez niego legend. Tej nocy,jak i każdej innej,ciężko było mi zasnąć,nawet z pomocą opowiadań Kaspiana. Kiedy jednak udało mi się ułożyć do snu,był to sen tak lekki,że byle szmer,a otworzyła bym moje duże,morskie oczka. Ta noc,jak się później okazało,wydała się być jednym z moich płytkich koszmarów,jednak następowała pewna różnica – działo się to naprawdę.

Kiedy mój brat pogrążony był już w głębokim śnie,ja usłyszałam skrzyp jego dębowych drzwi do pokoju. Chwile były otwarte,czułam lekki powiew chłodnego powietrza z korytarza. Po pewnym czasie drzwi się zamknęły,a w tle słychać było kroki i stuk obcasów francuskich. Miały one bowiem charakterystyczny stukot podczas chodzenia,o wysokim i delikatnym zarazem dźwięku,takim,jak gdyby dostojnym. Kroki te prowadziły daleko,prawie,że ku końcowi korytarza,a był on dość długi,jak na tak skromny dom. Usłyszałam szurnięcie drzwi,wydawało się ono dosyć głośne,a ja długo nie myśląc,wstałam delikatnie z łóżka tak,by nie obudzić Kaspiana. Podeszłam do drzwi i już miałam wychodzić,jednak zamiast tego nasłuchiwałam. Po chwili jednak postanowiłam wyjść. Biegłam w stronę,gdzie słyszłam wcześniej kroki,myślałam tylko co się stało,czy to rodzice i oczywiście,że się boję. Kiedy tak biegłam zauważyłam,że drzwi do sypialni rodziców są otwarte. Teraz już wiedziałam,że coś jest nie tak. Oni nigdy nie otwierali drzwi. Zawsze z korytarza przybywało bowiem chłodne i nieprzyjemne powietrze,które budziło moją matkę,dlatego wtedy,gdy chciałam położyć się z nimi,ponieważ śnił mi sie koszmar,ona budziła się i swoim delikatnym głosikiem szeptała „Chodź,nie bój się”.
Podeszłam do uchylonych drzwi,lecz to co zobaczyłam przez malutką szparkę było czymś na tyle przytłaczających,że natychmiast się odsunęłam i z hukiem obiłam się o ścianę tuż za mną. Oczywiście przyciągnęłam uwagę osoby,która stała w pokoju rodziców,więc próbowałam uciec z powrotem do pokoju brata. Nie było to jednak tak łatwe,jak mi się wydawało. Postać,która mnie goniła,biegła dość szybko,pomimo wysokich obsaców,które głośno stukotały o podłogę. Jednak dopisało mi szęście. Wbiegłam do pokoju brata,ściągnęłam go z łóżka i wyparowaliśmy z pokoju z prędkością światła. Kaspian nie miał jednak tego szczęścia co ja. Niefortunnie złapał się futryny drzwi,a postać która nas goniła wbiła swój nóż w jego ramię,po czym w biegu go wyjęła. On jednak nie ciągnął się za mną,wręcz przeciwnie. Wziął mnie na ręce,pomimo rany na ramieniu,zbiegając przy tym z monumentalnych schodów,prowadzących do holu. Wybiegł frontowymi drzwiami,lecz nie zważając nawet na fakt,że pada deszcz. Uciekaliśmy jeszcze daleko bez butów,bez jakichkolwiek okryć. Poważnie zmokliśmy,dlatego ja zaczęłam kichać. Kaspian był jedynie szczęśliwy z tego,że udało nam się ucieć i zgubić tą przeraźliwą postać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz